Spływ kajakowy 2015

Naszą wspaniałą przygodę rozpoczęliśmy na parkingu przy szkole w Izabelinie. Zapowiadał się wyjazd pełen atrakcji, tym bardziej, że za sobą pozostawiliśmy dwa dni nauki w szkole. Autokar przyjechał punktualnie, a my szybko pożegnaliśmy się z bliskimi i ruszyliśmy w drogę! Przed nami cztery niezwykłe dni wspólnej wycieczki. Nikogo nie zmęczyła pięciogodzinna podróż. Po dotarciu na miejsce każdy wziął swój bagaż i wspólnie udaliśmy się na kemping „u Haliny”. Dla większości, rozbicie namiotu nie sprawiało najmniejszej trudności. Wszystko poszło sprawnie i szybko. Dopiero teraz mogliśmy rozejrzeć się dookoła. Byliśmy na pięknej polanie, wokół Puszcza Augustowska, a przed nami cicho szumiało Jezioro Wigry. Odbyło się podstawowe szkolenie, jak sobie radzić na wodzie i przydzielono sprzęt (kajaki, kapoki, wiosła). Tego dnia mieliśmy do pokonania tylko sześć kilometrów. Po powrocie opiekunowie rozpalili ognisko i w tej miłej atmosferze, Pan Radosław Zagożdżon rozmawiał z nami o uzależnieniach. Musimy pamiętać, że człowiek potrafi uzależnić się od wielu rzeczy, a więc powinniśmy się kontrolować.

Kolejnego dnia obudził nas chłodny poranek, ale nie zniechęciło to nikogo, by ruszyć w dalszą podróż. Dzisiaj naszym celem była miejscowość Wysoki Most. Trasa spływu przebiegała przez malownicze łąki i piękne lasy. W połowie drogi zatrzymaliśmy się na odpoczynek. Nasze siły zregenerowaliśmy pysznymi naleśnikami. Po takim obiedzie szybko dopłynęliśmy do kempingu „u Wieśka”. Zasłużyliśmy sobie na wolny czas. Kąpaliśmy się w rzece, graliśmy w gry, każdy odpoczywał na swój sposób. Podczas wieczornego ogniska, oprócz pieczonych kiełbasek były kontynuowane zajęcia profilaktyczne dla młodzieży. Nigdy nie jest za dużo rozmów o problemach i pułapkach, na które jesteśmy narażeni.

Trzeciego dnia wyprawy kierowaliśmy się w stronę Frącek. Był to najpiękniejszy odcinek Czarnej Hańczy. Nie musieliśmy wiosłować przez cały czas, ponieważ nurt niósł spokojnie nasze kajaki. My natomiast podziwialiśmy cudowne widoki. Po drodze mijaliśmy kilka łabędzi. Nie podobało im się, że wpłynęliśmy na ich teren. Nerwowo zaczęły do nas podpływać i gonić kajaki. Wtedy zaczęliśmy mocno wiosłować. We Frąckach rozbiliśmy ostatni obóz. W sklepie uzupełniliśmy swoje zapasy, nie wszystkie były zdrowe…:-) Żeby spalić kalorie graliśmy w piłkę nożną, siatkówkę i co się dało. Przy ognisku podsumowaliśmy cały wyjazd. Komandor spływu rozdał nam legitymacje, a my podziękowaliśmy za opiekę i dobrze zaplanowaną trasę. W tym miejscu głębokie ukłony dla naszych opiekunów za zorganizowanie, tak wspaniałego spływu.

Ta noc była ostatnią pod namiotami. Okazało się, że to już koniec naszej przygody… Szybkie śniadanie, pakowanie się i do kajaków! Na wodzie napotkaliśmy przeszkodę, zwalone drzewo zatarasowało nam szlak. Chłopcy podnieśli bardzo ciężki konar, wtedy wszyscy szybko pod nim przepłynęli. Godziny spędzone na siłowni i ćwiczeniach naszych chłopców nie poszły na marne . W tym dniu największą atrakcją były dwie śluzy: Sosnówek i Mikaszówka. Kiedy wpłynęliśmy do śluzy, wrota zamknęły się, a poziom wody zaczął się podnosić o trzy metry (podobnie w drugiej). Tutaj zakończył się nasz spływ. Kiedy wyciągnęliśmy na brzeg kajaki, uświadomiliśmy sobie, że to już jest koniec i wracamy do domu. Humoru nie poprawiła nam nawet pożegnalna pizza w Augustowie.

Był to czas bycia ze sobą, długie rozmowy, gry, zabawy oraz wspólne posiłki. Świadomie nie wzięliśmy ze sobą telefonów i sprzętów elektronicznych. Chcieliśmy, aby ten czas był tylko dla nas. Czekamy na następny spływ…

Katarzyna Bielska

Katarzyna Poćwierz

2015-06-24
Magdalena Majdańska-Kozak